Witać krowy
Zaczęłam czytać zbiór "Baby-onuczky" ("Babcie i wnuczki") od Creative Women Publishing — wspomnienia kobiet z całej Ukrainy, w różnych gwarach, o ich babciach. Nie doczytałam: zachciało mi się malować.
Bo przypomniałam sobie swoje. Wieś, wieczór i to, jak czekałam na godzinę, o której pędzono krowy z pastwiska. Wychodziłyśmy na ławkę wcześniej — żeby zdążyć posiedzieć. Czasem we dwie z babcią, czasem podchodziła sąsiadka. Babcia uczyła mnie pleść z trawy pierścionki na palce. A kiedy szły krowy — opowiadała, która czyja, która ma jaki norów, jacy są gospodarze, jakie były przygody z narowistymi.
Rozrywek na wsi było niewiele. Ale mnie wystarczało.
Lubiłam też łapać koniki polne. Jednego złapałam i przyniosłam babci — niech przypilnuje go w fartuchu, żeby nie uciekł. Przyszłam po niego, a babcia mówi: przegryzł dziurę i uciekł. I pokazała tę dziurę.
Już jako dorosła zrozumiałam, że babcia go po prostu wypuściła. A wtedy długo bałam się koników — myślałam, że mają takie zęby, że przegryzają fartuch
- Rok
- 2026
- Miesiąc
- Sierpień 2026

